Mikrokosmos

Mikrokosmos - Microcosm - Der Mikrokosmos

Opis

Mikrokosmos prowokuje pytanie: czy istnieje początek i koniec? Mój początek wyznacza środek koła, od którego wszystko rozchodzi się promieniście w różne strony. Wszystko jest ciągłe, zmienne, w nieustannym ruchu, prowadzone jakimś bliżej nieokreślonym lub nieznanym mi porządkiem, a może zwykłym przypadkiem, bez uzasadnienia i logiki. Justyna Gongała („Zapisane Godziny Joanny Imielskiej”, 2014): „Prace Mikrokosmos wprost uderzają feerią barw i efektów świetlnych, jak odbity na płótnie obraz z kalejdoskopu. Dzieła te emanują energią witalną i rozbuchaną emocją, w pełni realizując postulat Kandinskiego, który właśnie w kolorze upatrywał narzędzie do poruszania odpowiednich tonów ludzkiej wrażliwości”. Rafał Boettner-Łubowski (Nieortodoksyjne reinkarnacje geometrii, 2014): „Imielska w zamierzony i celowy sposób prowokuje wizualną dekoracyjność w swych rysunkowych i malarskich kompozycjach, a jednak „dekoracyjność” ta jest tak naprawdę pierwszą warstwą kontaktu ze wspomnianymi dziełami, za którą, przy bliższym oglądzie, daje o sobie znać potencjał ich refleksyjnej i symbolicznej zawartości“. Ewa Urbańska („Czasopisanie“, 2018): „Mikrokosmosy“ prowokują do zadawania najprostszych pytań; dlaczego i po co? Po co malować kompozycje tak precyzyjne, tak techniczne? Szukać wizerunku natury nie biologicznej, żywej, ale naukowo opisanej prawami fizycznymi i równaniami w portretach wnętrza kalejdoskopu, konstrukcjach jak z dziecięcych zabawek – zestawach zębatych kółek służących do rysowania wariantywnych rozet? Sztuka to czy sztuczka? Wirtuozerski popis? Czy w ten laboratoryjny sposób malarka „przypomina”, że istnieje kolorowa szarość i kolorowa biel? Że światło i kolor to idea malarstwa? Jeżeli potraktować ten fragment twórczości Joanny Imielskiej jako część rozmowy z innymi malarzami to na pewno dyskutuje z Delauneyem i ruchem, opisanym kolorem w jego kompozycjach, z surową w doborze środków malarskich formułą neoplastycyzmu, ale raczej w stonowanej wersji van Doesburga, niż w „kanonicznej” – Mondriana. Czy ich prostokątno-kwadratowym światom przeciwstawia mikrokosmos zamknięty w koła i okręgi? A może dialoguje tylko z dwutematycznością op-artu – złudzeniem ruchu (Riley) i bryły (Vasarely)? Może toczy pojedynek z biegłością programów graficznych, grafik komputerowych. Dlaczego jednak nie konkuruje z pseudobiologicznym mikrokosmosem fraktali? Z perspektywy paru lat, sądzę, że był to dla Imielskiej następny „czas zatrzymania”, czas na zastanowienie, z którego wyłoniły się nowe pytania i nowe formy do opowiedzenia malarstwem i rysunkiem“.

Galeria